Marihito wyszedł z wnętrza domu przesiąkniętego zapachem stęchlizny. Dookoła niego nie było nic innego oprócz nędzy, głodu i bólu. Pomyślał o tych rasistach. Aż go skręcało z nienawiści do nich. Zacisnął pięści ze swoich zlodowaciałych dłoni, podniósł jedną brew i ruszył w stronę gospody. Wiedział, że własnie tam będzie jego pan. Gdy otworzył drzwi głosy w środku ucichły. Było słychać tylko skrzypienie podłogi z wyschniętych destek i stukot butów Marihito. Zbliżył się do pana Coullena na bezpieczną odległość. Wyprostował się i wziął głęboki oddech.
- Panie Coullen.- ukłonił się delikatnie- Chciałem tylko powiedzieć, że ja i moja siostra nie mamy zamiaru dalej pracować w tych warunkach. Albo będziemy traktowani lepiej, albo nie ręczę za siebie.
Mężczyzna popatrzył an chłopaka z pogardą.
- Ha! Chyba żartujesz! Jesteś tylko zwykłym, żółtym chłopcem. jeśli jeszcze raz usłyszę coś takiego, każe cię wychłostać. - Po krótkim zastanowieniu- I twoją siostrę też. Jak jej tam... Yumiko? Ha ha!
- Uważasz, że jestem tylko zwykłym chłopcem? Mylisz się, jestem kimś znacznie więcej- Marihito z kamienną twarzą i zabójczą powagą odpowiedział swojemu panu, który przekonany był, że Mari już się nie odezwie.
- Co?! Oszalałeś! Wracaj do roboty, albo zrobię to co ci powiedziałem.
- Jeśli ją ruszysz...
- No to co, co ty mi możesz zrobić? - Nie pozwolił mu skończyć.
- Zobaczysz.- Po krótkim zastanowieniu - Teraz wróce do pracy.- Zakończył rozmowę z swoim panem i wycofał się. ~Załatwię to później. Byle szybko, by nic sie nie stało Yumiko.~
Kilka godzin później Marihito pracował przy koniach. Zobaczył, że ku niemu zbliża się pan Coullen.
- Możesz mi wytłumaczyć co cię dzisiaj napadło. - Zaczął badawczo jego pan.
- Nie.- ta odpowiedź zaskoczyła Coullen'a. Jeden z koni wzdrygnął się. Coullen przeniósł wzrok na niespokojne zwierzę.
- Co mu jest?
Marihito nie odpowiedział.
- Gdzie jesteś? Marihito!?
Konie były coraz bardziej niespokojne. Nagle w jednym momencie zza stogu siana wyskoczył wilk. Rzucił się prosto na mężczyzne.
Wtedy było już tylko słychać przeraźliwe wrzaski i rżenie koni.
Yumiko słysząc krzyk swojego pana wyskoczyła z domu. Pięć minut później Marihito wybiegł z stodoły o trzęsących się kończynach. ~Pierwszy raz zabiłem człowieka!~ Dziewczyna podbiegła di niego i objęła ramieniem.
- Co teraz zrobisz? - Dziewczyna również była roztrzęsiona.
- Pójdę do osady wilkołaków. Tam nic mi nie grozi. Tobie też nic nie będzie. Nic nikomu nie mów.
- Spotkamy się jeszcze?
- Napewno. - spojżał jej w oczy i uśmiechnął sie przez łzy.
Przytulił ją i otarł krople spływające mu po policzku. Potem puścił ją i pobiegłw stronę lasu. Yumiko patrzyła na chłopaka znikającego w lesie. Łzy napływały jej do oczu . Potrząsnęła głową i wróciła do chaty...



